Wiadomości

25 lat więzienia za wieloletnie znęcanie się nad kobietą. Sąd wydał nowy wyrok w głośnej sprawie

Paulina
wrz 3 2026

Jedna z najgłośniejszych spraw dotyczących przemocy wobec kobiety na Dolnym Śląsku zakończyła kolejny etap postępowania. 2 września 2026 roku Sąd Apelacyjny we Wrocławiu prawomocnie skazał 34-letniego Mateusza J. na 25 lat pozbawienia wolności. Mężczyzna został uznany za winnego czynów obejmujących wieloletnie pozbawianie pokrzywdzonej wolności, znęcanie się nad nią oraz przemoc seksualną. Do zdarzeń dochodziło od lipca 2020 roku do 27 sierpnia 2024 roku na posesji w miejscowości Gaiki w rejonie Głogowa. Wyrok apelacyjny zmienił karę orzeczoną kilka miesięcy wcześniej przez Sąd Okręgowy w Legnicy. 3 lutego 2026 roku sąd pierwszej instancji wymierzył Mateuszowi J. dożywotnie pozbawienie wolności. Sąd apelacyjny pozostawił ustalenia dotyczące winy, ale złagodził wymiar kary do 25 lat i zastrzegł, że możliwość ubiegania się o warunkowe przedterminowe zwolnienie pojawi się najwcześniej po 20 latach.

Sprawa wywołuje szczególne emocje ze względu na czas trwania przemocy i stopień podporządkowania pokrzywdzonej sprawcy. W przekazach prokuratury i sądu pojawia się obraz kobiety pozostającej przez lata w izolacji i zależności od mężczyzny, który kontrolował podstawowe elementy jej codziennego funkcjonowania. Proces w pierwszej instancji toczył się z wyłączeniem jawności z uwagi na dobro pokrzywdzonej i charakter materiału dowodowego. Jednocześnie zarówno pierwsza, jak i druga instancja nie podzieliły linii obrony oskarżonego, który nie przyznawał się do winy. Nowe rozstrzygnięcie nie oznacza więc podważenia samego faktu popełnienia przypisanych mu przestępstw. Zmiana dotyczy przede wszystkim wymiaru kary. Wyrok Sądu Apelacyjnego jest prawomocny.

Co dokładnie orzekł Sąd Apelacyjny we Wrocławiu w sprawie z Gaików?

Najważniejszą zmianą jest zastąpienie dożywotniego pozbawienia wolności karą 25 lat więzienia. Informację przekazała rzeczniczka Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu sędzia Małgorzata Lamparska. Jednocześnie sąd zastosował podwyższony próg umożliwiający ubieganie się o warunkowe przedterminowe zwolnienie. Mateusz J. będzie mógł złożyć taki wniosek najwcześniej po odbyciu 20 lat kary. Nie oznacza to jednak, że po upływie tego czasu automatycznie opuści zakład karny. Warunkowe zwolnienie wymaga odrębnej decyzji sądu penitencjarnego, który ocenia między innymi przebieg odbywania kary, zachowanie skazanego i prognozę dotyczącą jego funkcjonowania na wolności.

Sąd zdecydował również, że kara ma być wykonywana w systemie terapeutycznym. Pozostała część rozstrzygnięcia pierwszej instancji została, według informacji rzeczniczki przytoczonej przez Radio Elka, utrzymana w mocy. Obejmuje to między innymi 15-letni zakaz kontaktowania się z pokrzywdzoną i zbliżania się do niej, częściowe zadośćuczynienie w wysokości 500 tys. zł oraz nawiązkę 50 tys. zł na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym i Pomocy Postpenitencjarnej. Oznacza to, że sąd apelacyjny nie zakwestionował zasadniczych ustaleń dotyczących odpowiedzialności skazanego ani środków mających chronić i częściowo zrekompensować krzywdę pokrzywdzonej.

Dlaczego wcześniejszy wyrok przewidywał dożywotnie pozbawienie wolności?

Sąd Okręgowy w Legnicy 3 lutego 2026 roku uznał Mateusza J. za winnego zarzuconej mu zbrodni i wymierzył karę dożywotniego pozbawienia wolności. Prokuratura również domagała się najwyższej kary. W pierwszej instancji sąd podkreślał wyjątkową długotrwałość zachowania sprawcy, skalę przemocy oraz konsekwencje dla pokrzywdzonej. Sędziowie uznali, że materiał dowodowy nie potwierdza wersji oskarżonego, według której zachowania miały odbywać się za zgodą kobiety. W ustnym uzasadnieniu wskazywano, że została ona doprowadzona do stanu daleko idącej uległości i zależności, co miało zasadnicze znaczenie dla oceny jej zachowania oraz możliwości przeciwstawienia się sprawcy.

Sąd pierwszej instancji zwracał również uwagę na opinie biegłych. W postępowaniu nie stwierdzono u oskarżonego choroby psychicznej wyłączającej odpowiedzialność karną. Biegli wskazywali natomiast na poważne zaburzenia osobowości oraz zaburzenia preferencji seksualnych. Sąd ocenił wówczas bardzo pesymistycznie perspektywy skutecznej resocjalizacji, co było jednym z elementów branych pod uwagę przy wymiarze dożywocia. Jednocześnie sam fakt rozpoznania zaburzeń osobowości nie oznacza niepoczytalności. Osoba może mieć takie zaburzenia i jednocześnie w pełni odpowiadać karnie za swoje czyny.

Dlaczego sąd apelacyjny zmienił dożywocie na 25 lat więzienia?

Na obecnym etapie publiczne komunikaty dotyczące wyroku nie przedstawiają szczegółowego, pisemnego uzasadnienia wszystkich motywów, które doprowadziły sąd apelacyjny do zmiany kary. Wiadomo, że apelację wnosiła obrona, a Sąd Apelacyjny we Wrocławiu nie podważył przypisania winy, lecz ingerował w wymiar kary. Nie byłoby więc rzetelne stwierdzenie, że sąd złagodził wyrok z powodu jednej konkretnej okoliczności, jeśli pełne motywy rozstrzygnięcia nie zostały jeszcze szeroko opublikowane. Dostępne informacje potwierdzają natomiast, że sąd uznał 25 lat pozbawienia wolności, wykonywane w systemie terapeutycznym i z możliwością starania się o zwolnienie dopiero po 20 latach, za właściwe rozstrzygnięcie.

Zmiana wymiaru kary przez sąd drugiej instancji jest normalnym elementem postępowania apelacyjnego. Sąd apelacyjny może utrzymać wyrok, uchylić go albo zmienić, jeśli uzna, że sąd pierwszej instancji niewłaściwie zastosował przepisy lub nieprawidłowo ocenił kwestię kary. Nie oznacza to automatycznie, że sąd apelacyjny uznał przestępstwo za mniej poważne albo zakwestionował cierpienie pokrzywdzonej. W tej sprawie wręcz przeciwnie - zasadnicza odpowiedzialność Mateusza J. została utrzymana, podobnie jak dodatkowe środki orzeczone na rzecz kobiety. Różnica dotyczy oceny tego, czy właściwą karą powinno być dożywocie, czy bardzo długa, ale terminowa kara pozbawienia wolności.

Co wiadomo o wieloletnim znęcaniu się nad kobietą w Gaikach?

Z ustaleń prokuratury wynika, że przestępstwa trwały od lipca 2020 roku do 27 sierpnia 2024 roku. Pokrzywdzona była przetrzymywana w pomieszczeniu gospodarczym zamykanym od zewnątrz, pozbawionym normalnych warunków mieszkalnych. Sprawca ograniczał jej dostęp do podstawowych potrzeb, kontrolował kontakt ze światem zewnętrznym oraz stosował wobec niej przemoc psychiczną, fizyczną i seksualną. Prokuratura wskazywała również, że w czasie tych czterech lat kobieta doznawała poważnych obrażeń wymagających pomocy medycznej. Ze względu na charakter sprawy część procesu została wyłączona z jawności, a przy opisywaniu wydarzeń nie ma potrzeby powtarzania najbardziej drastycznych szczegółów, aby zrozumieć skalę przemocy.

Istotne jest również to, że kobieta początkowo znalazła się na posesji dobrowolnie. Fakt ten był wykorzystywany w argumentacji obrony, ale sąd pierwszej instancji wyraźnie oddzielił dobrowolne rozpoczęcie relacji od późniejszego pozbawienia wolności i przemocy. W uzasadnieniu zwracano uwagę na proces stopniowego podporządkowania pokrzywdzonej i wykorzystania jej trudnej sytuacji psychicznej. To ważny element także z perspektywy szerszego rozumienia przemocy w bliskich relacjach. Brak natychmiastowej ucieczki, pozostawanie w kontakcie ze sprawcą czy wcześniejsza zgoda na wspólne zamieszkanie nie oznaczają zgody na późniejszą przemoc i nie mogą automatycznie podważać wiarygodności osoby pokrzywdzonej.

Jak sprawa wyszła na jaw po czterech latach?

Przełom nastąpił pod koniec sierpnia 2024 roku. Pokrzywdzona trafiła wtedy do szpitala w Głogowie z obrażeniami, które wzbudziły niepokój personelu medycznego. Według relacji przytaczanych po zakończeniu postępowania pierwszoinstancyjnego właśnie kontakt z personelem placówki umożliwił ujawnienie sytuacji, w jakiej znajdowała się kobieta. Niedługo później mężczyzna został zatrzymany, a następnie tymczasowo aresztowany. Śledztwo doprowadziło do skierowania w maju 2025 roku aktu oskarżenia do Sądu Okręgowego w Legnicy.

Ta część historii pokazuje znaczenie reakcji osób z zewnątrz w przypadkach długotrwałej przemocy. Ofiara może przez długi czas nie być w stanie samodzielnie przerwać relacji, szczególnie jeśli sprawca kontroluje jej kontakty, zasoby, możliwość przemieszczania się lub stopniowo doprowadził ją do silnej zależności psychicznej. Nie zawsze pojawia się jeden moment, w którym osoba po prostu "decyduje się odejść". Czasami możliwość uzyskania pomocy powstaje dopiero wtedy, gdy ktoś z otoczenia zauważy niepokojące sygnały i stworzy bezpieczne warunki do rozmowy. W tej sprawie kontakt z systemem ochrony zdrowia stał się początkiem interwencji, która zakończyła wieloletnią przemoc.

Dlaczego ofiary długotrwałej przemocy nie zawsze odchodzą od sprawcy?

To pytanie regularnie pojawia się przy podobnych sprawach, ale samo jego postawienie może prowadzić do błędnego przenoszenia odpowiedzialności ze sprawcy na osobę pokrzywdzoną. Długotrwała przemoc rzadko zaczyna się od najbardziej skrajnych zachowań. Często rozwija się stopniowo i obejmuje izolowanie od bliskich, kontrolę, poniżanie, groźby, ograniczanie dostępu do pieniędzy i budowanie przekonania, że ucieczka jest niemożliwa albo niezwykle niebezpieczna. Osoba poddawana takiemu procesowi może tracić poczucie sprawczości, a jej decyzje należy oceniać w kontekście warunków, w których funkcjonowała, nie z perspektywy kogoś znajdującego się poza przemocową relacją.

W sprawie z Gaików sąd pierwszej instancji wprost odnosił się do faktu, że pokrzywdzona nie podejmowała skutecznych prób opuszczenia miejsca, w którym była przetrzymywana. Nie uznał tego jednak za dowód zgody na działania Mateusza J. Sąd ocenił, że kobieta została doprowadzona do stanu bardzo głębokiej uległości i podporządkowania. To rozróżnienie jest szczególnie ważne w debacie publicznej. Zachowanie osoby doświadczającej przemocy może z zewnątrz wydawać się niezrozumiałe, ale nie oznacza to, że przemoc była dobrowolnie akceptowana. Odpowiedzialność za stosowanie przemocy pozostaje po stronie sprawcy.

Co oznacza odbywanie 25 lat więzienia w systemie terapeutycznym?

System terapeutyczny jest szczególnym sposobem wykonywania kary pozbawienia wolności. Nie zmniejsza odpowiedzialności skazanego i nie oznacza, że zamiast więzienia trafia on do zwykłej placówki leczniczej. Kara nadal wykonywana jest w zakładzie karnym, ale program oddziaływań zostaje dostosowany do stwierdzonych problemów psychicznych, zaburzeń osobowości, uzależnień lub innych okoliczności wymagających specjalistycznego podejścia. W przypadku Mateusza J. sąd apelacyjny zdecydował, że właśnie taki system powinien być stosowany podczas odbywania kary.

W toku procesu biegli psychiatrzy nie stwierdzili u niego choroby psychicznej ani stanu wyłączającego odpowiedzialność, wskazali natomiast między innymi na psychopatyczne cechy osobowości i zaburzenia preferencji seksualnych. To właśnie tego rodzaju ustalenia mogą mieć znaczenie przy decyzji o systemie terapeutycznym. Terapia nie jest przy tym nagrodą ani oznaką łagodniejszego traktowania. Jej celem jest ograniczenie czynników ryzyka i praca nad zachowaniami, które mogą mieć znaczenie z punktu widzenia bezpieczeństwa po odbyciu kary. W tym przypadku kwestia ewentualnego opuszczenia zakładu karnego będzie mogła być w ogóle rozważana najwcześniej po 20 latach.

Czy skazany rzeczywiście może wyjść na wolność po 20 latach?

Nie ma takiej gwarancji. Zastrzeżenie sądu oznacza wyłącznie, że przed upływem 20 lat Mateusz J. nie będzie mógł skutecznie ubiegać się o warunkowe przedterminowe zwolnienie. Po przekroczeniu tego terminu może powstać możliwość złożenia wniosku, ale jego rozpatrzenie będzie zależało od oceny sądu. Brane są wtedy pod uwagę między innymi zachowanie skazanego, jego postawa, rezultaty oddziaływań penitencjarnych i terapeutycznych oraz prognoza dotycząca tego, czy po zwolnieniu będzie przestrzegał prawa. Samo odsiedzenie wymaganej części kary nie tworzy więc automatycznego prawa do wyjścia z więzienia.

W praktyce różnica pomiędzy karą 25 lat z możliwością ubiegania się o zwolnienie po 20 latach a wcześniejszym dożywociem jest jednak znacząca. Przy pierwszym wyroku możliwość starania się o warunkowe zwolnienie pojawiałaby się później, a sama kara nie miałaby z góry określonego końca. To właśnie dlatego zmiana Sądu Apelacyjnego wzbudziła duże zainteresowanie opinii publicznej. Z prawnego punktu widzenia nie oznacza ona jednak, że skazany wyjdzie po dwóch dekadach. O tym, czy kiedykolwiek zostanie zwolniony przed końcem 25-letniej kary, może zdecydować dopiero sąd penitencjarny na podstawie sytuacji istniejącej w przyszłości.

Czy wyrok 25 lat więzienia w sprawie z Gaików jest już prawomocny?

Tak. W przeciwieństwie do wyroku Sądu Okręgowego w Legnicy z lutego 2026 roku, który był orzeczeniem pierwszej instancji, wyrok Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu z 2 września jest prawomocny. Oznacza to, że zwykła droga odwoławcza została zakończona i właśnie kara 25 lat pozbawienia wolności będzie wykonywana. Sąd apelacyjny rozpoznał odwołanie od wcześniejszego rozstrzygnięcia i zmienił je w zakresie wymiaru kary. Pozostałe zasadnicze części wyroku zostały utrzymane.

Prawomocność nie oznacza, że w polskim postępowaniu karnym nie istnieją już żadne nadzwyczajne środki prawne. W określonych prawem sytuacjach możliwa jest między innymi kasacja do Sądu Najwyższego, ale nie działa ona jak kolejna zwykła apelacja pozwalająca ponownie rozpoznać całą sprawę od początku. Muszą istnieć przewidziane prawem podstawy dotyczące między innymi naruszenia przepisów. Dopóki żadne nadzwyczajne postępowanie nie doprowadziłoby do zmiany rozstrzygnięcia, obowiązującym wyrokiem pozostaje jednak prawomocne 25 lat pozbawienia wolności.

Co oznacza 500 tys. zł zadośćuczynienia dla pokrzywdzonej?

Sąd pierwszej instancji zobowiązał Mateusza J. do zapłaty pokrzywdzonej 500 tys. zł jako częściowego zadośćuczynienia za doznaną krzywdę. Słowo "częściowe" jest tutaj ważne. Postępowanie karne pozwala sądowi orzec obowiązek finansowy wobec osoby pokrzywdzonej, ale nie oznacza to automatycznie, że wskazana kwota stanowi pełną wycenę wszystkich konsekwencji przemocy. W przypadku wieloletniego pozbawienia wolności i znęcania szkody mogą obejmować nie tylko obrażenia fizyczne, lecz również długotrwałe skutki psychiczne, utratę możliwości normalnego funkcjonowania i konieczność wieloletniego leczenia.

Dodatkowo sąd pierwszej instancji orzekł nawiązkę w wysokości 50 tys. zł na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym i Pomocy Postpenitencjarnej oraz 15-letnie zakazy kontaktowania się z kobietą i zbliżania do niej na odległość mniejszą niż 100 metrów. Według informacji po wyroku apelacyjnym te elementy pozostały w mocy. Pokazuje to, że odpowiedzialność karna w takiej sprawie nie sprowadza się wyłącznie do liczby lat więzienia. Orzeczenie obejmuje również środki ukierunkowane na bezpieczeństwo pokrzywdzonej oraz częściowe naprawienie niemajątkowej krzywdy, której doznała.

Co ta sprawa mówi o rozpoznawaniu przemocy wobec kobiet?

Jednym z najbardziej niepokojących aspektów sprawy jest to, jak długo przemoc mogła pozostawać niezauważona przez otoczenie. Cztery lata pokazują, że skrajna kontrola może funkcjonować nawet w miejscu, które nie jest całkowicie odcięte od innych ludzi. Sprawcy przemocy często dbają o utrzymanie normalnego obrazu na zewnątrz, jednocześnie izolując osobę pokrzywdzoną i ograniczając jej możliwość swobodnego kontaktowania się z innymi. Brak wcześniejszego zgłoszenia nie powinien być więc automatycznie interpretowany jako dowód, że sytuacja nie była poważna. W tej sprawie sąd pierwszej instancji wyraźnie odrzucił taki sposób rozumowania.

Znaczenie ma również reakcja osób, które mają kontakt z potencjalną ofiarą. Pracownik ochrony zdrowia, nauczyciel, sąsiad, współpracownik czy członek rodziny może zauważyć powtarzające się obrażenia, silny lęk przed partnerem, nagłe zerwanie kontaktów z otoczeniem albo zachowania wskazujące na całkowite podporządkowanie. Żaden z tych elementów sam w sobie nie przesądza o przemocy, ale ich kumulacja może uzasadniać ostrożną rozmowę i zaoferowanie pomocy. Sprawa z Gaików zakończyła się ujawnieniem przemocy dopiero po kolejnym kontakcie pokrzywdzonej ze szpitalem. Pokazuje to, jak istotne mogą być miejsca, w których osoba doświadczająca przemocy choć na chwilę znajduje się poza bezpośrednią kontrolą sprawcy.

Dlaczego nowy wyrok w sprawie z Gaików wywołał tak duże emocje?

Powodem jest przede wszystkim zestawienie dwóch kar. W lutym sąd pierwszej instancji uznał, że skala przestępstw uzasadnia dożywotnie pozbawienie wolności. Siedem miesięcy później prawomocnym rozstrzygnięciem stało się 25 lat więzienia. Przy tak drastycznej i długotrwałej przemocy sama informacja o złagodzeniu wyroku naturalnie wywołuje pytania o granice karania oraz o to, jakie okoliczności sąd powinien brać pod uwagę przy wyborze między karą terminową i dożywociem. Pełna odpowiedź na pytanie o szczegółowe motywy wrześniowego rozstrzygnięcia będzie jednak możliwa dopiero na podstawie uzasadnienia Sądu Apelacyjnego, a nie spekulacji wynikających z samej różnicy pomiędzy dwoma wyrokami.

Pewne jest natomiast to, czego nowy wyrok nie zmienił. Mateusz J. pozostaje prawomocnie skazany za wieloletnie przestępstwa wobec kobiety. Ma spędzić w więzieniu 25 lat, karę odbywać w systemie terapeutycznym, a o ewentualne wcześniejsze zwolnienie będzie mógł ubiegać się dopiero po 20 latach. Utrzymano również środki chroniące pokrzywdzoną oraz obowiązki finansowe orzeczone na jej rzecz. Najważniejszym elementem tej historii pozostaje więc nie sam spór o liczbę lat, ale fakt, że wieloletnia przemoc została ujawniona, sprawca został prawomocnie pociągnięty do odpowiedzialności, a sytuacja pokrzywdzonej została uznana przez sądy za rzeczywistą i wyjątkowo poważną.

 

Udostępnij